23 sierpnia 2017

Jo Malone London Orange Blossom, Mimosa & Cardamom.


Na pewno gdzieś widziałaś, gdzieś słyszałaś o Jo Malone London, prawda? Marka, która w swojej ofercie ma piękne zapachy, świece, produkty do pielęgnacji ciała jest od niedawna w Polsce! Jo Malone London celebruje brytyjski styl wraz z zaskakującymi zapachami oraz elegancką sztuką obdarowywania. Każda z zapachowych kreacji jest wyjątkowa w swej prostocie i może być łączona z innymi poprzez Fragrance Combining, by podkreślić indywidualny stylu osoby, która ją nosi. Stworzone z najwyższej jakości składników zawsze zawierają element zaskoczenia, a Jo Malone London jest pionierem na brytyjskim rynku perfumeryjnym.


W swojej kolekcji mam trzy zapachy Jo Malone London, każdy z nich jest wyjątkowy i powoduje chęć posiadanie większej ilości. Na zdjęciach możesz zobaczyć dwa zapachy, ale chciałabym jeszcze wspomnieć o trzecim, a może pierwszym ponieważ jak się okazuje jest on bestsellerem marki. Mowa oczywiście o Lime Basil & Mandarin - totalnie rześki, intrygujący i poprawiający nastrój! Pieprzowa bazylia i aromatyczny biały tymianek dodają niepowtarzalnego charakteru nucie limonki, którą unosi karaibska bryza. Nowoczesna klasyka, która sprawdzi się w każdej sytuacji. Początkowo nie byłam do niej przekonana, ale teraz - uwielbiam. A dlaczego nie ma flakonu na zdjęciach? Pewne małe ręce rozbiły go, ale na pocieszenie mam jeszcze żel pod prysznic!



Orange Blossom nie jest ociekającą rześkością pomarańczą. Kwiat klementynki rozkwita łącząc swój zapach z aromatem kwiatu pomarańczy i lilii wodnej. Nuty irysa i balsamicznej wetywerii nadają całości ciepłych barw. Lekko duszna, ale soczysta. Pięknie układająca się na skórze i otulająca. Ma w sobie i wiosnę i jesień, coś spontanicznego oraz zmysłowego.

Mimosa & Cardamom to zagadka i w gruncie rzeczy nie wiem dlaczego się na nią zdecydowałam. Dlaczego? Kardamon kocham, mimozy nie znoszę natomiast w tym połączeniu wydaje mi się totalną niespodzianką! Mgiełka miodowej, złotej mimozy unosi się nad pikanterią świeżo zmielonego kardamonu. Kremowy zapach bobu tonka i łagodnego drzewa sandałowego spleciony z pudrowym heliotropem i ściętą o świcie różą damasceńską. Jest ciepło, jesiennie, zmysłowo. Bardzo aromatycznie!


Kompozycje o których wspomniałam są wodami kolońskimi, co oznacza, że mogą Ci towarzyszyć wielokrotnie w ciągu dnia - na mojej skórze, a ciągu dnia powtarzam aplikację co kilka godzin. Mam ochotę na więcej, na przykład na świecę, krem do ciała (ktoś ma niedługo urodziny, halo Tomasz!). Jestem bardzo ciekawa wersji Nutmeg & Ginger (imbir kocham od zawsze!), Earl Grey & Cucumber, Wood Sage & Sea Salt oraz wielu innych. W warszawskiej Arkadii, w Douglasie został stworzony butik Jo Malone London, jest to miejsce w którym mogę zapoznać się ze wszystkimi kompozycjami oraz sprawić sobie przyjemność, jaką jest masaż dłoni.

Jestem bardzo ciekawa czy znasz markę Jo Malone London? Może masz swoją ulubioną kompozycję albo taką, którą chciałabyś poznać?
Jo Malone London Orange Blossom, Mimosa & Cardamom.
Czytaj dalej...

22 sierpnia 2017

0 9 aktualnie ulubionych błyszczykach.

Po zestawieniu ulubionych pomadek (link: 10 aktualnie ulubionych szminkach ) pora na błyszczyki i produkty do ust, które mogą spełniać taką rolę oprócz swojej bazowej. Ostatnio po błyszczyki sięgam częściej niż po pomadki, a na pewno robię to na sesjach zdjęciowych. Zdarza mi się, że mieszam ze sobą kolory, co naprawdę bardzo lubię - możesz liczyć wtedy na stworzenie niespotykanego koloru, który jest nie do podrobienia. Jestem pewna, że o części z nich słyszałaś lub miałaś okazję używać, zaczynamy!


1. Chanel Levres Scintillante Glossimer, 186.
Limitowana, letnia kolekcja natomiast w przypadku błyszczyków Chanel nie ma to znaczenia - każdy odcień, który jest limitowany lub znajduje się w stałej kolekcji ma świetne opinie. Ten, który widzisz na zdjęciu jest półprzezroczysty więc pokrywa usta jedynie delikatną taflą koloru. Miękka, rozpływająca się konsystencja i duża wydajność.

2. Dior, Lip Glow.
Kultowy produkt marki Dior do ust, co więcej jestem zdania, że albo się go kocha albo nie widzi żadnego efektu. Ja znajduję się w tej pierwszej grupie - na moich ustach cudownie podbija naturalny kolor oraz sprawia, że są pełniejsze oraz wygładzone. Lubię go używać niezależnie od typu makijażu czy typu urody (na sesjach).

3. Sephora, Outrageous Plump Effect 01.
Piękny, pastelowo różowy odcień w opakowaniu, który na ustach jest niemal niewidoczny. Delikatnie szczypiący w usta (dla mnie to uczucie jest całkiem przyjemne), lekko powiększający usta (lekko czyli u części z Was pewnie efekt nie będzie widoczny). W moim przypadku spełnia rolę codziennego błyszczyka, który zawsze mam przy sobie w torebce.


4. Mac Cosmetics, Mineralise Glass, Beautiful Moves.
Praktycznie za każdym razem, gdy mam go ze sobą na sesji zarówno modelki jak i członkowie ekipy spoglądają na mnie z lekkim przerażeniem. Niebieski. Pastelowy. Dlaczego to robisz? Na ustach wygląda cudownie! Niestety kolekcja limitowana więc lada moment będę musiała się z nim pożegnać, ale pozostanie w moich wspomnieniach na długo ;) Ten odcień pozwala na uzyskanie zimnego efektu na ustach, a ja taki uwielbiam.

5. Douglas Absolute, Aquatic Touch.
Kolejny produkt nie do dostania, pochodzi z kolekcji limitowanej sprzed dwóch lat. Poznałam się na jego wyjątkowości od razu i na wyprzedaży kupiłam pięć sztuk. Oczywiście mało kto go chciał więc zdobyłam za grosze. Efekt? Podobny do Mac o którym pisałam powyżej - pięknie schładza usta i nadaje im lekko mrocznego wyglądu.

6. Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil.
Olejek do ust w form błyszczyka, który był totalnie nowatorskim rozwiązaniem marki Clarins. To na nim właśnie wzorowały się inne marki, a właściwie wszystkie największe. Natomiast jest jedna ważna kwestia - pierwowzór jest naprawdę najlepszy! Cudownie miękki, nawilżający, o zmysłowym zapachu i w kilku wersjach. Wygładza, ujędrnia i zdecydowanie nawilża usta. Uwielbiam!


7. Sisley, Photo Lip Gloss 8.
Przepiękna, soczysta czerwień i rewelacyjna trwałość to propozycja marki Sisley po którą często sięgam. Wygodna aplikacja za pomocą pędzelka z krótkim włosiem, świetna pigmentacja oraz komfort noszenia. Pokrywa usta w 100 % kolorem już za pierwszym pociągnięciem sztyftu.

8. Smashbox, O - Plump.
Czyli nic innego jak kolejny produkt powiększający usta - umówmy się jednak, że robi to w naprawdę delikatny sposób, a to w jaki sposób pokrywa usta powoduje, że wyglądają one na zadbane i bardzo zmysłowe. Pięknie podbija naturalny kolor ust i właśnie do takiego celu używam go najczęściej.

9. Smashbox, O - Gloss.
Podobny efekt i działanie jak w O-Plump dlatego też stosuję je zamiennie i przyznam szczerze, że najczęściej podczas sesji zdjęciowych. Uwielbiam obserwować jak zmienia się kolor ust w zależności od ich naturalnej pigmentacji. Ten produkt wygląda zupełnie inaczej na każdej kobiecie!


Mocna dziewiątka! A jakich błyszczyków Ty najchętniej używasz?
0 9 aktualnie ulubionych błyszczykach.
Czytaj dalej...

21 sierpnia 2017

Beauty Monday: Mniej.

Skóra to mój konik. Mogłabym właściwie zajmować się tylko makijażem skóry twarzy pomijając oczy, usta. Dla mnie jest czymś, co zaskakuje na każdym kroku i użyję porównania, którego sama nie cierpię - jest płótnem. I tak, w tym makijażu skóra robi całą robotę!


Jako bazę zastosowałam rozświetlający produkt od Becca, następnie jeden z moich ulubionych podkładów. Lekko rozświetliłam skórę za pomocą palety Kat von D, tą samą paletą wyrównałam koloryt powiek oraz również rozświetliłam. Super delikatne muśnięcie różem, przeczesanie brwi. Na ustach kolejny ulubieniec czyli magiczna tubeczka od Smashbox.


Mam na sobie:
Twarz: Becca First Light Priming Filter (Baza rozświetlająca), Kat von D Shade + Light, Contour Palette (Paleta do konturowania), Sisley Palette Orchidée (róż rozświetlający).
Oczy: Kat von D, Shade + Light, Contour Palette (Paleta do konturowania).
Usta: Smashbox O - Glow.


Lubisz tak lekkie makijaże? Mniej znaczy więcej?
Beauty Monday: Mniej.
Czytaj dalej...

18 sierpnia 2017

Tom Ford Mandarino di Amalfi Acqua.


Duszno. Upalnie. Jedyne na co masz ochotę to szklanka wody, kilka kostek lodu i plasterki cytryny, limonki. Albo świeży, soczysty arbuz i sok płynący po Twoich dłoniach. Sorbet? Basen z krystalicznie niebieską wodą? Letni, ciepły deszcz? Wszystko razem? A najlepiej pomnożone przez dziesięć?


Musujący, wyrazisty, pełen optymizmu. Oszroniony, lekko mroźny, cytrusowy. Mandarino di Amalfi Acqua zabierze Cię w pełną niespodzianek, ekscytującą podróż po rajskiej, włoskiej riwierze. Zapach otwiera ziołowy aromat zawdzięczony estragonowi, mięcie, czarnej porzeczce i złożonej nucie cytrusowej, w której główną rolę odgrywa subtelna mandarynka porastająca wybrzeże Południowych Włoch. Sfumatrice – wyciskany tradycyjnymi metodami, najwyższej jakości olejek z cytryny otacza mandarynkę wspólnie z bergamotką, grejpfrutem i odrobiną neroli, a szczypta bazylii przywodzi na myśl zapach koktajlu z limoncello i bazylią.


Orzeźwiający czarny pieprz i nasiona kolendry wprowadzają w dobry nastrój przebijając się przez woń skoncentrowanego olejku z pomarańczy. Kwiatowe serce narasta subtelnie niczym letnie kwiaty rosnące w bocznych alejkach tonącego w mrokach nocy ogrodu. Bogaty kwiat pomarańczy, szałwia i podwójna nuta jaśminu nadają kompozycji kremowej, kwiatowej głębi oraz jasnej, orzeźwiającej świeżości. Liść pachnotki zwyczajnej zaskakuje z kolei niczym egzotyczna pamiątka z Japonii w klasycznym wnętrzu monumentalnej śródziemnomorskiej willi. W tle roztacza się wyrazisty, pełen światła aromat korzeni wetywerii. Ambra i labdanum zapewniają teksturę i zwiastują słodycz nadchodzącej nocy, a piżmo i wiwera rozświetlają letni wieczór ciepłą nutą. Brzmi zachęcająco? Ten zapach to rzeczywiście nic innego jak błogie, beztroskie i totalnie urokliwe wakacje w pięknej scenerii.


Z cudownych aromatem idealnie komponuje się i dopełnia całości flakon z oszronionego szkła - wielki błękit, turkus! Zdecydowanie jest stworzony do orzeźwiania się nim latem i wiosną, ale nie rezygnowałabym z Mandarino di Amalfi Acqua również jesienią i zimą. Jestem pewna, że i w chłodniejsze dni będzie pięknie komponował się z bielizną, ubraniem - może właśnie wtedy najbardziej wyczuwalna będzie ambra i labdanum?


Warty zwrócenia uwagi, zainteresowania się. Mandarino di Amalfi Acqua to kompozycja do której możesz wracać bez końca i nie znudzisz się. Świetlista, śródziemnomorska, doskonale wyważona.
Tom Ford Mandarino di Amalfi Acqua.
Czytaj dalej...

17 sierpnia 2017

O 10 aktualnie ulubionych szminkach.

Równie dobrze mogłabym pokazać ich sto, ale zdecydowałam się na te najczęściej używane. Nie było łatwo, co więcej było bardzo trudno zmieścić się w narzuconej przez samą siebie liczbie. Moja aktualnie ukochana dziesiątka pomadek do ust przed Tobą, a zaraz po niej pojawi się wpis o błyszczykach.
Ah, jeszcze jedno! Udało mi się poznać kobiety, które używają jednego koloru szminki przez wiele lat, a gdy wiedzą, że na przykład zostanie wycofana ze sprzedaży kupują na zapas. Z jednej strony zazdroszczę bo dzięki takiej wierności możesz wypracować swój znak rozpoznawczy, którym są np. czerwone usta. Z drugiej strony - tak wiele mnie ominęłoby! I szczerze? Nie byłabym w stanie zdecydować się na jedną szminkę, mogłabym ewentualnie wybrać odcień, ale nie jedną markę. Pisząc tego posta już wiem, że zapomniałam o 11 pomadce, która powinna się tutaj znaleźć więc będę musiała o niej wspomnieć!


1. Chanel, której nie znam nazwy (edit! a jednak pamiętam! to Rouge Coco 88).
Odpadła naklejka, a ja nie zapamiętałam nazwy - mam nadzieję jednak, że uda mi się ją zdobyć ponieważ jeśli jest jeszcze w sprzedaży to jest to jeden z najpiękniejszych odcieni na świecie. Malina wymieszana z czereśnią, odrobina różu i kropla fioletu. Kocham ją i jest jedną z najczęściej używanych przeze mnie, natomiast problem jest taki, że za chwilę się skończy więc nazwę muszę zdobyć!

2. Collistar, Rosa Nudo. Kolekcja limitowana z okazji 25 lecia marki zatem już nie do dostania. Bardzo żałuję ponieważ jest to jeden z najpiękniejszych odcieni nude jakie widziałam! Cudownie kremowa, lekka, trwała i subtelnie połyskująca. Pokrywa wargi nienachalnym kolorem i jest trwała.

3. Urban Decay, Mrs. Mia Wallace. W tym przypadku wiedziałam od razu, że pomadka o takiej nazwie będzie skrojona na moje usta. Czerwień z odrobiną brązu o kremowej konsystencji i bardzo dobrej trwałości! Dla mnie to szminka w której możesz mnie zobaczyć w opcji skórzana kurtka i czarna kreska. Kocham ją tak samo jak Pulp Fuction.


4. Marc Jacobs, Kiss Kiss Bang Bang. Klasyczny, zgaszony róż, który pięknie wygląda na ustach! Bardzo lubię zarówno samą pomadkę jak i jej nazwę - wszystko do mnie pasuje idealnie. Jest trwała, kremowa, ma delikatny połysk i dobrze wygląda przy każdej karnacji.

5. Mac Cosmetics, Plumful. Odrobinę ciemniejsza wersja Kiss Kiss Bang Bang Marca Jacobsa, ale nadal bardzo naturalna i piękna. Świetnie wygląda na praktycznie każdych ustach, przy każdej karnacji. Odświeża makijaż, jest trwała i naprawdę dobrze się nosi.

6. Bobbi Brown Rich Lip Color, Plum Rose. Odcień pomiędzy Kiss Kiss Bang Bang Marca Jacobsa, a Mac Cosmetics, Plumful. Teraz już wiecie, co oznacza lubić odcień nieco brudnego, naturalnego różu? Mam kilkanaście pomadek w podobnym odcieniu i podkreślam podobnym bo przecież wiadomo, że każda jest inna :) Świetnie się nosi, jest przyjemna w aplikacji i bardzo naturalnie wygląda dopełniając codzienny makijaż.

7. Smashbox Be Legendary Lipstick, My Digits. Obiecuję, że to ostatnia pomadka z gamy moich nieco brudnych róży! Więcej….dzisiaj nie pokażę! Spośród całej czwórki mam wrażenie, że My Digits jest najbardziej lśniąca, ale nadal w naturalny i przyjemny, nienachalny sposób. To zdecydowanie moje ulubione odcienie i w nich najlepiej się czuję niezależnie od typu makijażu czy okazji.


8. Estee Lauder, Strapless. Bruny roż z odrobiną brązu czyli bardziej odważny nude. Ta pomadka pochodzi z najnowszej kolekcji szminek Estee Lauder i jest naprawdę bardzo wysokiej jakości. Fajny, nowy design opakowań, wbrew pozorom wygodny sztyft, słodki zapach i duży komfort noszenia oraz aplikacji. Jestem zdecydowanie na tak!

9. Dior, Rouge Massai. Klasyczna, seksowna, zmysłowa czerwień w kremowej odsłonie. Kolor, który pięknie komounuje się z jasną karnacją i sprawia, że reszta makijażu totalnie nie ma znaczenia. Ja mogę ją nosić solo, bez pomalowanych rzęs, brwi, powiek, nawet bez podkładu. Piękna!

10. Kat von D, Underage Red. Czerwienie i zgaszone róże - to odcienie, które u mnie ostatnio przeważają. Są oczywiście pod drodze i zdarzają się róże, fiolety, fuksje, ale aktualnie to one są najlepsze. Kolejna piękna, klasyczna czerwień o kremowym wykończeniu i podobnie jak w przypadku Diora - może występować solo i zbierać największe komplementy.

+ bonus
miał być jeden, ale źle policzyłam i będą dwa!

11. Clinique,Cherry Pop. Pomadka Clinique to baza i kolor w jednym. Dosłownie rozpływa się na ustach i pięknie je ubiera w …klasyczną czerwień. Czerwień ta jest wibrująca, zmysłowa i błyszcząca. Cherry Pop lśni najmocniej ze wszystkich moich czerwonych ulubieńców. Bardzo lubię używać jej na sesjach zdjęciowych, pasuje do niemalże każdej kobiety!

12. Nars Velvet Matte Lip Pencil, Dragon Girl. Ekstremalnie trwała pomadka w kredce, która na moich ustach trwa przez dobrych kilka godzin i świetnie współpracuje z jedzeniem oraz piciem. Matowa czerwień, która jest świetnie napigmentowana oraz niewysuszająca ust.


Na jutro przygotowałam posta o błyszczykach, stay tuned!
A jakie są Twoje ulubione pomadki?
O 10 aktualnie ulubionych szminkach.
Czytaj dalej...

16 sierpnia 2017

Chanel Chance Three Moods. Chance Eau Tendre, Chance Eau Fraiche, Chance Eau Vive.


Po co ograniczać się do jednej wersji Chance skoro można mieć trzy? Three Moods czyli Trzy Nastroje to zestaw trzech perfumowanych rozświetlających żeli, które możesz aplikować bezpośrednio na skórę i dopełniać tym samym swoją miłość do wszystkich odsłon Chance. Róż to Eau Tendre, zieleń to Eau Fraiche, a brzoskwinia to Eau Vive - możesz używać pojedynczo albo mieszać je ze sobą, masz wiele możliwości!


Eau Tendre - najbardziej słodka z całej rodziny. Grejpfrut, absolut jaśminu, pigwa, owoce, hiacynt, ambra, irys, drzewo cedrowe, białe piżmo - wszystko to składa się na kompozycję lekką, pełną czułości, zmysłową. Moje skojarzenia? Dotyk, nieśmiały jak przy pierwszych miłosnych spotkaniach. Powodujący szybsze bicie serca, poczucie bezpieczeństwa i ... niewiadomą. Zapach na pierwszą randkę? Ja już nie doświadczę takiej sytuacji, ale Ty jak najbardziej możesz i możesz czuć się w nim cudownie.

Eau Vive to energia i witalność. Kompozycja tryskająca kwiatami, które musują i orzeźwiają. Już od pierwszych sekund koncentruje się na wibrujących nutach pełnych dynamizmu, w których Możesz używać ich w dowolnych ilościach, nawet w upalne lato - to doskonała wiadomość dla tych z Was, które w taką pogodę nie rezygnują z ukochanego zapachu - Eau Vive nie przytłaczają, a wręcz orzeźwiają, dodają energii i chęci do działania. Są bardzo energetyczne, ale według mojego nosa mniej niż Eau Fraiche. Czerwona pomarańcza miesza się z grejpfrutem oraz nutami cytrusowymi, białe piżmo romansuje z jaśminem, a bazą dla całej kompozycji staje się vetiver, irys oraz drzewo cedrowe.


Eau Fraiche - dla mnie ten zapach to kwintesencja dobrego samopoczucia, element całości, która sprawia, że dzień zaczyna się pozytywnie. Cedrat, białe piżmo, ambrowa paczula, świeży wetiwer, jaśmin, hiacynt, drzewo tekowe, cedr to nuty zapachowe, które charakteryzują Chance Eau Fraiche - wybuchową mieszankę soczystych i odświeżających nut. Zapach po części tworzy osobowość - Chance Eau Fraiche pachnie radością, beztroską i młodością.

Perfumowane żele są bardzo poręczne, możesz je mieć zawsze przy sobie np. nosząc w torebce (każdy ma pojemność 5 g). Są dość trwałe i pięknie odświeżają zapach w ciągu dnia, nie są tłuste, nie kleją się. W chwili obecnej korzystam z dwóch z trzech Chance, wersję Eau Fraiche ukradła mi uzależniona od nich siostra.


Miałaś okazję poznać rodzinę Chance? Która wersja jest Twoją ulubioną?
Chanel Chance Three Moods. Chance Eau Tendre, Chance Eau Fraiche, Chance Eau Vive.
Czytaj dalej...

14 sierpnia 2017

Beauty Monday: Jestem syreną.


Gdy już myślałaś, że o rozświetlaczach wiesz wszystko, pojawiłam się ja z moim Mermaid Glow. Tęcza na policzkach? Proszę bardzo!


Najgorszy efekt rozświetlenia według mnie? Metal na twarzy. Nie jest ani ładny, ani naturalny - nie znam dziewczyny, która funkcjonuje jako robot, a jej cera nabiera niezdrowego, metalicznie srebrnego kolorytu. Kojarzy mi się z jednym - przedawkowaniem srebra. Najpiękniejszy efekt jaki uzyskałam niestety nie pojawił się na mojej skórze. Myślę, że zdarza się to podczas sesji zdjęciowych na dziewczynach, które są ode mnie dziesięć lat młodsze. Na mnie produkty rozświetlające wyglądają zupełnie inaczej dlatego nie mogę z nimi przesadzać mimo, że je kocham! Dlatego też nie mogę stać się robotem.


Do makijażu twarzy użyłam odrobiny kremy CC od Erborian, niestety już się skończył, a szkoda bo bardzo go lubiłam. Pisałam o nim niedawno w poście o ulubionych kremach cc, więcej info możesz znaleźć tutaj: 6 ulubionych kremów CC oraz podkładów cushion. Następnie w kilku miejscach zaaplikowałam tęczowy rozświetlacz od lottie. Jako bazę zastosowałam rozświetlający produkt od Becca. Na powiekach brązy od Charlotte Tillbury, a na ustach coś totalnie różowego i totalnie napigmentowanego czyli ping Pong od Bourjois!

Mam na sobie:
Twarz:Erborian Płynny krem BB z żeń-szeniem Light, lottie london Mermaid Glow, Becca First Light Priming Filter.
Oczy: Charlotte Tillbury paleta do makijażu oczu Golden Goddess, kredka do brwi Tom Ford Taupe.
Usta: Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong.


A teraz musisz się przyznać jaki jest Twój ulubiony rozświetlacz, być może nie używałam go jeszcze i okaże się, że ....muszę go mieć!?
Beauty Monday: Jestem syreną.
Czytaj dalej...

11 sierpnia 2017

Ulubieńcy Kosmetyczni Lipiec 2017.

Jeśli byłyście w stanie tworzyć pełen makijaż w lipcu jestem pod wrażeniem. Ja generalnie nie nosiłam go wcale, było tak gorąco, że uznałam iż nie ma to najmniejszego sensu (tak samo myślę chyba i teraz - w sierpniu). Jest to w sumie główny powód małej ilości ulubieńców, ale nie przyjmuję się tym zupełnie bo w końcu nie liczy się ilość.
Zacznę od pielęgnacji, używam naprawdę fajnej, na pierwszy rzut - filtry!


Filtry.
Jeśli chodzi o filtry to używam ich zamiennie - te przeznaczone dla mnie lądują czasem na skórze dziewczyn, te przeznaczone dla nich - na mojej. Wszystkie, które pokazuję na zdjęciu są naprawdę ok, nie mam im nic do zarzucenia - spełniają swoją najważniejszą rolę czyli chronią skórę i zabezpieczają ją przed działaniem promieni UV. 50 z Yves Rocher oraz La Roche Posay oraz 30 od Eisenberg. Zużyjemy do ostatniej kropli.

Rituals, The Ritual of Sakura Body Cream.
Cudowny! Bogaty, ale bardzo szybko wchłaniający się. Nawilżający, o ślicznym zapachu. Dla mnie jeden z najprzyjemniejszych w aplikacji i używaniu od jakiegoś czasu. Aksamitny krem do ciała o konsystencji bitej śmietany odżywia skórę i naprawdę dobrze ją pielęgnuje!


Caudalie.
nuda, nuda, nuda czyli jak co miesiąc. Nadal lubię, nic się nie zmieniło - zarówno woda winogronowa jak i eliksir towarzyszą mi codziennie, niestety szykuje się uzupełnienie zapasów ponieważ widzę już ostatki :(


Bumble and Bumble BB Invisible Oil.
Bardzo fajny produkt do włosów, spryskuję nim je przed użyciem prostownicy. Fajnie pachnie, wygładza, odżywia, nie obciąża i jest wydajny. Mam miniaturkę, ale chętnie zaopatrzę się w większe opakowanie jak tylko skończy się obecne. Z racji wydajności mam wrażenie, że większe opakowanie nie skończy się nigdy.

dr Irena Eris, Black Mud Detoxifying Mask & Golden Algae Lifting Mask.
Detoksykująco-liftingująca kuracja przeciwzmarszczkowa w formie zestawu masek, która perfekcyjnie oczyszcza i intensywnie wygładza zmarszczki. Kuracja zawdzięcza swoją ponadprzeciętną skuteczność zastosowaniu unikalnej formuły pielęgnacyjnej opracowanej przez profesjonalnych kosmetologów Kosmetycznych Instytutów Dr Irena Eris. Kluczowym elementem wpływającym na uzyskanie spektakularnych efektów jest synergia działania zawartych w maskach składników aktywnych. Zestaw składa się z dwóch masek: czarnej i złotej, aplikuje się je jedna po drugiej - efekt? Genialnie gładka, wypielęgnowana skóra! Opakowanie zawiera po trzy 10 ml opakowania.

Yonelle, Yoshino Betaine Micellar Lotion.
Butla ma 400 ml i mam ją od ponad dwóch miesięcy! Używam codziennie podczas demakijażu - świetnie sprawdza się i dobrze oczyszcza.

Eisenberg, Dwufazowy Płyn do Demakijażu.
Podstawowy gest zwiększający skuteczność działania wszystkich kosmetyków Eisenberg. Intensywnie nawilżające kremowe mleczko delikatnie usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Dzięki Olejom z Moreli i Awokado oraz Bisabololowi skóra pozostaje gładka i aksamitna. Cudowny, wydajny, bardzo lubię i używam regularnie. Doskonale radzi sobie nawet z ciemnym, bardzo trwałym makijażem oka - jestem fanką!

Chanel, Blue Serum.
Blue Serum to esencjonalna moc roślin wspierana przez nowatorskie technologie, to kosmetyk aktywizujący młodość skóry, który działa wygładzająco, wzmacniająco i ujędrniająco, a równocześnie wyrównuje koloryt cery. Serum jest produktem uniwersalnym, będzie dobre dla wszystkich rodzajów skóry - nawet wrażliwej. Prosta formuła z focusem na trzy intensywnie pracujące, naturalne składniki. Bardzo lekka, niemalże płynna formuła - biały żel, który szybko się wchłania i w przypadku suchej skóry będzie potrzebował warstwy kremu. Jakich efektów możesz się spodziewać? Przede wszystkim pomaga skórze w walce z oznakami starzenia się, stresem, zanieczyszczeniami środowiska. Serum wygładza zmarszczki, ujędrnia, wyrównuje koloryt.


Dior, Lip Glow.
Kultowy produkt marki Dior do ust, co więcej jestem zdania, że albo się go kocha albo nie widzi żadnego efektu. Ja znajduję się w tej pierwszej grupie - na moich ustach cudownie podbija naturalny kolor oraz sprawia, że są pełniejsze oraz wygładzone. Lubię go używać niezależnie od typu makijażu czy typu urody (na sesjach).

Zuii Organic, róż do policzków.
Wegańska marka, która od jakiegoś czasu jest obecna w Polsce. Posiadam ich róż do policzków w odcieniu Morela i jestem zachwycona odcieniem! Jest naprawdę piękny i lekki - dodaje skórze blasku, zdrowego koloru.

Tom Ford, kredka do brwi.
Aaaaa! To już jej ostatni, naprawdę wystarczy mi jej jedynie na kilka użyć :( Uwielbiam jej kolor (Taupe), trwałość i łatwość aplikacji. Naprawdę warto na nią zwrócić uwagę, jest wydajna i wystarczy Ci na conajmniej pół roku codziennego użytkowania!

Clinique, kredka do powiek.
U mnie najczęściej trafia na twarz jako produkt do stworzenia piegów. Świetnie komponuje się z moją cerą, a kredka jest trwała i nie ściera się. Jest cienka więc łatwo nią stworzyć piegi, ale równie dobrze sprawdza się w swojej pierwotnej roli np. na linii wodnej.

Sisley, Phyto-Lip Twist balsam do ust.
W taką pogodę najczęściej ograniczam się właśnie do tego typu produktów. Niewielka ilość balsamu/masełka na usta może stać się jedynym makijażem. Bardzo lubię produkt od Sisley, jest właściwie bezbarwny, jedynie podbija naturalny kolor ust, ale dobrze je nawilża i chroni.

Chanel, pomadka do ust Rouge Coco Shine, 126.
Złocisty, lekki beż z milionem migocących drobinek - idealna pomadka na codzień, ale również jako dopełnienie smoky eyes. Kocham!

A Twoje ulubione kosmetyki w lipcu? Co trafiło na listę?
Ulubieńcy Kosmetyczni Lipiec 2017.
Czytaj dalej...

10 sierpnia 2017

Estée Lauder Makijaż Bronze Goddess lato 2017.


W najgorętszym okresie, w samym środku lata pokażę Ci Bronze Goddess, letnią kolekcję od Estée Lauder. Piękne połączenie brązów, złota oraz wibrującego turkusu. Wielofunkcyjne, całoroczne produkty (każdy z nich można przecież stosować również jesienią czy zimą - brązy są ponadczasowe!).


Produkty, które zachwycają opakowaniami, formułami i działaniem - wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe! Kosmetyki, które możesz zobaczyć na zdjęciach przetestowałam już jakiś czas temu, dzisiaj mogę więc napisać o nich rzetelną recenzję. Zacznę od palety The Summer Look Palette - wielofunkcyjna odsłona kosmetyków do twarzy o inspirowanej geometrią formule pudru idealnie uzupełnia słoneczną stylizację jedwabistym i opalizującym odcieniem. Efekt? Nieskazitelne i naturalne wykończenie. Rozświetlone i podkreślone spojrzenie trzema cieniami w neutralnych, a zarazem słonecznych kolorach z nutką lata. Możesz również modelować nią kości policzkowe - paleta jest wielofunkcyjna więc tak naprawdę to od Ciebie zależy na co się zdecydujesz. Polubiłam wszystkie odcienie oprócz turkusu, który znika na mojej powiece i niemalże go nie widać, zamienia się w lekką mgiełkę, która zwyczajnie nie jest w moim klimacie. Polubiłam się bardzo natomiast z cieniem w kolorze lekko ceglanym - można nim szybko podkreślić powiekę,wykonturować twarz czy użyć jako bronzera.



Gwiazdą kolekcji jest niewątpliwie lluminating Powder Gelee. Pamiętam kolekcje sprzed kilku lat, gdy Estee Lauder stworzyło po raz pierwszy wersję takiego rozświetlacza - zniknął z półek w perfumeriach w ekspresowym tempie, a ja zużyłam go do ostatniego pyłku. Złocisty rozświetlacz przylega do skóry nadając jej subtelny połysk oraz trwały letni blask o perłowym wykończeniu. Zaprojektowany z myślą o modelowaniu i rozświetlaniu twarzy puder zapewnia cerze nieskazitelne wykończenie o zdrowym i naturalnym połysku. Formuła kosmetyku Prisma Technology – połączenie płynu, pudru i żelu, które oferuje wygodną i równomierną aplikację oraz niesamowitą głębię koloru. Luksusowa formuła zawiera unikalną zawiesinę pigmentów i perełek, której zawdzięczamy różnorodność wykończeń oraz nieskazitelny, naturalny blask. Można aplikować go na powieki, nad łuk Kupidyna - wszędzie tam, gdzie potrzebujesz złocistego blasku.


Zapach! Wszystkie odsłony Bronze Goddess pachną wakacjami, piaskiem, morzem, odpoczynkiem! W tym roku zdecydowanie nie jest inaczej.


Bronze Goddess Eau Fraiche to kompozycja, którą otwiera cierpka wibracja soczystej mandarynki i włoskiej bergamotki, a elektryzujący wyciąg z korzenia imbiru budzi zmysły do życia. Odurzający akord kremowego kokosa dodaje sercu zapachu zmysłowej głębi, zaakcentowanej słoneczną, kwiatową nutą płatków plumerii oraz intensywnym absolutem jaśminu wielkolistnego o bogatej teksturze. Zmysłową woń potęgują odcienie złocistego blasku, subtelne ciepło drewna kaszmirowego otula promienna zmysłowość złotej ambry oraz urzekającego absolutu wanilii. Całość jest bardzo ciepła, zmysłowa, wieczorna. Na mnie układa się bardziej leniwie niż poprzednie wersje limitowanych zapachów Bronze Goddess, co oczywiście bardzo mi się podoba bo może kojarzyć się tylko z jednym - ciepłym piaskiem, morzem, dziećmi z babcią oraz Tomaszem za jedną rękę, Prosecco w drugiej dłoni. Brzmi jak plan idealny?!



A makijaż? Na zdjęciach powyżej możesz zobaczyć paletę The Summer Look Palette na moich powiekach (wszystkie kolory bez turkusowego), na policzkach zmieszany odcień brązu z palety (ten największy) z rozświetlaczem lluminating Powder Gelee. Usta potraktowałam soczystą czerwienią (Clinique, Cherry Pop). Letni makijaż wyobraziłam sobie jako ten bardziej wieczorny, zmysłowy i odrobinę drapieżny.

Czujesz się skuszona? Który z produktów najchętniej chciałabyś przetestować?
Estée Lauder Makijaż Bronze Goddess lato 2017.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...